<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
  xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
  xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
<channel>
  <title><![CDATA[Bartolo Longo – Blog]]></title>
  <link>https://bartololongo.pl/blog</link>
  <description><![CDATA[Wpisy Bartłomieja „Bartolo Longo” Kozaka o aplikacjach, produktywności i twórczości.]]></description>
  <language>pl</language>
  <atom:link href="https://bartololongo.pl/rss.xml" rel="self" type="application/rss+xml" />
<item>
    <title><![CDATA["Możesz zarazić się wszędzie" - dlatego jeżdżę w pasach]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/możesz-zarazić-się-wszędzie-dlatego-jeżdżę-w-pasach/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/możesz-zarazić-się-wszędzie-dlatego-jeżdżę-w-pasach/</guid>
    <description><![CDATA[Ktoś mógłby zapytać: „po co zapinać pasy, przecież wypadek może zdarzyć się nawet pod domem”? To prawda — większość wypadków zdarza się blisko domu, bo tam jeździmy najczęściej. Kanadyjscy naukowcy prowadzili badania nad lokalizacją…]]></description>
    <pubDate>Thu, 08 Jan 2026 10:11:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<p>Ktoś mógłby zapytać: „po co zapinać pasy, przecież wypadek może zdarzyć się nawet pod domem”? To prawda — większość wypadków zdarza się blisko domu, bo tam jeździmy najczęściej.</p>
<p>Kanadyjscy naukowcy prowadzili badania nad lokalizacją zdarzeń — w tym wypadków drogowych, których uczestnicy odnieśli obrażenia. W całej próbie 88% takich zdarzeń miało miejsce w odległości nie większej niż 10 mil od domu. Dla zdarzeń drogowych było to 77%.¹ Badania z 2013 roku o obrażeniach w ruchu drogowym w Anglii dowiodły, że 53% kierowców było poszkodowanych w promieniu 5 km od domu.²</p>
<p>Zatem to, że wypadek może zdarzyć się wszędzie, to nie jest argument przeciw pasom. To jest argument za pasami.</p>
<p>Analogicznie, zarazić się jakimś ustrojstwem też możemy wszędzie. W sklepie, w aptece, w tramwaju i w maju. Tyle tylko, że w sklepie czy aptece kupujemy jedzenie, melisę, Stoperan czy papier toaletowy. Bo chodzi o podstawowe potrzeby. W tym przypadku: zjeść, uspokoić się, nie zesrać się, a jak już się zesram - to mieć się czym podetrzeć.</p>
<p>Zapytasz o kościół — ten jest akurat przykładem zaspokajania potrzeby przynależności.</p>
<p>Dzwonisz, jesteś chory, świeżo po chorobie — proponujesz, że wpadniesz — jeszcze kichasz, jeszcze prychasz, a ja mam wybór:</p>
<p>- albo gram w tę grę, albo stawiam granicę.</p>
<p>I wybieram granicę.</p>
<p>Nie dlatego, że jestem przewrażliwiony, tylko dlatego, że rozróżniam dwie rzeczy:</p>
<p>- Ryzyko nieuniknione (sklep, apteka, przedszkole, życie)</p>
<p>- i ryzyko opcjonalne („wpadniemy mimo kaszlu, bo przecież to tylko gwałtowne wyrzucenie powietrza z płuc”).</p>
<p>I nie, nie chodzi o to, że każdy katar kończy się na OIOM-ie.</p>
<p>Można też powiedzieć: „po co pasy, przecież nie każdy wypadek kończy się tragedią”.</p>
<p>Nie każdy.</p>
<p>Ale wystarczy jeden, żebyś zrozumiał, że „nie każdy” to żadna strategia.</p>
<p>Dlatego, kiedy słyszę: „przecież możesz zarazić się wszędzie”, mam ochotę odpowiedzieć:</p>
<p>„Tak. I właśnie dlatego nie będę się dodatkowo spotykał z kimś, kto aktualnie rozdaje wirusy jak policja mandaty na koniec kwartału.”</p>
<p>Chcesz się spotkać? Super. Ja też.</p>
<p>Tęsknię. Serio.</p>
<p>Ale zróbmy to tak, jak dorośli ludzie, którzy rozumieją konsekwencje:</p>
<p>wydobrzejcie, odsapnijcie. Umówmy się: dwa dni bez objawów i wtedy się widzimy.</p>
<p>Do zobaczenia.</p>
<p>---</p>
<p>## Źródła</p>
<ol>
<li>
<p>Haas B, Doumouras AG, Gomez D, et al. *Close to home: an analysis of the relationship between location of residence and location of injury.* J Trauma Acute Care Surg. 2015;78(4):860–865. doi:10.1097/TA.0000000000000595</p>
</li>
<li>
<p>Steinbach, R., Edwards, P., &amp; Grundy, C. (2013). *The road most travelled: the geographic distribution of road traffic injuries in England.* International Journal of Health Geographics, 12, 30.</p>
</li>
</ol>]]></content:encoded>
  </item>
<item>
    <title><![CDATA[Starlink w Polsce (dla domu)]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/starlink-do-domu-co-warto-wiedzieć/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/starlink-do-domu-co-warto-wiedzieć/</guid>
    <description><![CDATA[Q&A z perspektywy życia na odludziu Chciałbyś rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Już wyjechałeś i chcesz tam zostać? A może wybudowałeś legendarny domek w Karkonoszach? Pewnie — poza pracą fizyczną, którą wykonujesz codziennie rano…]]></description>
    <pubDate>Sat, 03 Jan 2026 10:38:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<h2>Q&amp;A z perspektywy życia na odludziu</h2>
<p>Chciałbyś rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Już wyjechałeś i chcesz tam zostać? A może wybudowałeś legendarny domek w Karkonoszach? Pewnie — poza pracą fizyczną, którą wykonujesz codziennie rano zimą — gdzieś jeszcze pracujesz (zdalnie, a jakże).</p>
<p>Poniżej zebrałem garść praktycznych informacji o <strong>Starlinku dla domu</strong> — w formie krótkiego Q&amp;A.</p>
<blockquote>
<p><strong>Stan na:</strong> 3 stycznia 2026<br />
(ceny i warianty potrafią się zmieniać, ale będę na bieżąco aktualizował ten artykuł).</p>
</blockquote>
<hr />
<h2>Jakie są warianty abonamentu w Polsce (Starlink dla domu)?</h2>
<table>
<thead>
<tr>
<th>Wariant</th>
<th>Cena miesięczna</th>
<th>Limit danych</th>
<th>Priorytet w godzinach szczytu</th>
</tr>
</thead>
<tbody>
<tr>
<td>Tańszy</td>
<td><strong>149 zł</strong></td>
<td><strong>brak</strong></td>
<td>brak priorytetu</td>
</tr>
<tr>
<td>Droższy</td>
<td><strong>215 zł</strong></td>
<td><strong>brak</strong></td>
<td><strong>tak</strong></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<hr />
<h2>Czy obowiązuje limit danych?</h2>
<p><strong>Nie.</strong> W obu wariantach — bez limitu danych.</p>
<hr />
<h2>Jaka jest różnica między tańszym a droższym wariantem?</h2>
<p>W droższej opcji masz <strong>priorytet</strong>, kiedy sieć jest bardziej obciążona (czyli „w szczycie”, gdy wszyscy w okolicy oglądają seriale i żyją w internecie).</p>
<hr />
<h2>Czy brak priorytetu w tańszym abonamencie jest zauważalny?</h2>
<p><strong>Może być.</strong><br />
U mnie osobiście <strong>nie odczuwam w najmniejszym stopniu</strong>, że czegoś mi brakuje — ale to zależy od lokalizacji i obciążenia w danym miejscu.</p>
<hr />
<h2>Co zawiera zestaw „Starlink dla domu”?</h2>
<ul>
<li><strong>Antena</strong> (urządzenie Starlink)</li>
<li><strong>Router + zasilacz + okablowanie</strong></li>
<li><strong>Maskownica kabli w routerze</strong></li>
<li><strong>Kabel Ethernet</strong></li>
<li><strong>Uchwyt do anteny</strong></li>
</ul>
<hr />
<h2>Ile kosztuje zestaw Starlink?</h2>
<p>Masz dwie opcje:</p>
<ol>
<li>
<p><strong>Zestaw za 1 zł</strong><br />
– zwykle wiąże się to z <strong>umową na 12 miesięcy</strong>.</p>
</li>
<li>
<p><strong>Zakup zestawu na własność</strong><br />
– możesz kupić sprzęt w elektromarkecie.<br />
– <strong>stan na 3 stycznia 2026:</strong> cena oscyluje w okolicach <strong>1150 zł</strong>.<br />
– kupując sprzęt, <strong>masz go na własność</strong> i <strong>nie musisz podpisywać lojalki</strong>.</p>
</li>
</ol>
<hr />
<h2>Jak zamontować zestaw Starlink?</h2>
<p>Najprościej: <strong>instalujesz aplikację Starlink</strong> i lecisz zgodnie z instrukcjami.</p>
<h3>Typowe kroki montażu</h3>
<ol>
<li>Podłącz <strong>zasilacz</strong> i <strong>zasilanie do routera</strong></li>
<li>Podłącz <strong>antenę Starlink</strong></li>
<li>Połącz antenę z routerem <strong>dołączonym kablem Ethernet</strong></li>
<li>Zamontuj antenę na uchwycie
<ul>
<li>Jeśli chcesz montować na dachu, najczęściej potrzebujesz uchwytu do montażu na sztycy</li>
<li><strong>Dedykowany uchwyt:</strong> około <strong>250 zł</strong></li>
</ul>
</li>
<li>Ustaw antenę zgodnie z instrukcjami w aplikacji
<ul>
<li>aplikacja na bieżąco pokazuje, czy ustawienie jest OK, czy trzeba coś skorygować</li>
</ul>
</li>
</ol>
<hr />
<h2>Z jakimi kosztami wiąże się Starlink?</h2>
<ul>
<li><strong>Zestaw:</strong> 1 zł / ok. <strong>1200 zł</strong> (w zależności od opcji zakupu)</li>
<li><strong>Dodatkowy uchwyt na sztycę:</strong> ok. <strong>250 zł</strong></li>
<li><strong>Abonament:</strong> <strong>149 zł</strong> lub <strong>215 zł</strong> / miesiąc</li>
</ul>
<hr />
<h2>Jak to ogarnąć krok po kroku?</h2>
<ol>
<li>Odpowiedz sobie na pytanie: <strong>gdzie montuję antenę?</strong> (dach / elewacja / teren)</li>
<li>Dobierz i kup <strong>odpowiedni uchwyt</strong></li>
<li>Zamów zestaw na stronie producenta <strong>albo</strong> kup w elektromarkecie</li>
<li>Zainstaluj aplikację <strong>Starlink</strong> na telefonie</li>
<li>Przemyśl trasę przewodu:<br />
przewód łączący antenę (na zewnątrz) z routerem (wewnątrz) <strong>musi wejść do domu</strong> — zaplanuj którędy go poprowadzisz</li>
</ol>
<hr />
<h2>Czy dam radę sam zamontować Starlink?</h2>
<p><strong>Tak, ale</strong> możesz potrzebować pomocy <strong>jednej osoby</strong>.<br />
Przy montażu na dachu dobrze, żeby druga osoba trzymała telefon z aplikacją i <strong>monitorowała ustawienie</strong>.</p>
<hr />
<h2>Czy mogę skorzystać z usługi montażu?</h2>
<p><strong>Jak najbardziej.</strong> Są firmy i montażyści, którzy ogarniają instalację Starlinka.</p>
<hr />
<h2>Czy mogę używać Starlinka mając własny router?</h2>
<p><strong>Tak, jest to możliwe.</strong></p>
<h3>Jak zacząć używać Starlinka z własnym routerem?</h3>
<ol>
<li>W aplikacji Starlink przełącz router Starlinka w tryb <strong>Bridge</strong></li>
<li>Podłącz swój router do zasilania, a potem połącz go kablem Ethernet z routerem Starlinka - Pierwsze gniazdo do pierwszego</li>
<li>Dokończ konfigurację po stronie Twojego routera</li>
</ol>
<hr />
<h3>Kiedy warto używać własnego routera?</h3>
<p>**Gdy chcesz mieć możliwość konfiguracji bardziej zaawansowanych parametrów - np własny adres sieci. **<br />
Aplikacja Starlink na ten moment na to nie pozwala. Warto jednak zacząć od routera Starlink, jeśli nie jesteś pewien czy potrzebujesz jakiś bajerów.</p>
<hr />
<h3>Jakie są wady Starlinka?</h3>
<ol>
<li>
<p><strong>Konstrukcja gniazd w routerze i w antenie</strong><br />
Wyobraź sobie, że podłączasz kabel zasilający do routera i końcówka bardzo mocno wpada do środka. Chcąc go odłączyć, musisz chamsko pociągnąć za przewód. No, to wszystkie gniazda w Starlinku są tak skonstruowane.</p>
</li>
<li>
<p><strong>Aplikacja Starlink jest dość ograniczona</strong><br />
Jeśli masz potrzebę ustawić własny adres sieci, używać statycznego adresowania dla konkretnych urządzeń w sieci, tworzyć VLANy, bawić się z Dynamic DNS itp., to musisz się uzbroić we własny router.</p>
</li>
<li>
<p><strong>Brak podstawowego uchwytu do montażu na sztycy w zestawie</strong><br />
Biorąc pod uwagę, że producenci telefonów przestali dorzucać kostki ładowarek do pudełek, a nowe MacBooki pozbawione są zasilaczy — w trosce o ekologię :), to zastanawiam się, czy nie wymagam zbyt wiele.</p>
</li>
</ol>
<hr />
<p>Masz inne pytania odnośnie Starlinka? Napisz do mnie korzystając z formularza kontaktowego. :)</p>]]></content:encoded>
  </item>
<item>
    <title><![CDATA[Dlaczego nienawidziłem studiów]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/dlaczego-nienawidziłem-studiów/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/dlaczego-nienawidziłem-studiów/</guid>
    <description><![CDATA[W przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia, brat - oprócz ciepłego słowa i dobrego humoru - przyniósł ze sobą coś jeszcze. Edukację oficjalnie zakończyłem wprawdzie jakiś 10 lat temu, ale momenty beznadziei mieszającej się z goryczą i…]]></description>
    <pubDate>Tue, 23 Dec 2025 15:08:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<p>W przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia, brat - oprócz ciepłego słowa i dobrego humoru - przyniósł ze sobą coś jeszcze. Edukację oficjalnie zakończyłem wprawdzie  jakiś 10 lat temu, ale momenty beznadziei mieszającej się z goryczą i frustracją pamiętam bardzo dobrze.</p>
<p>Uznanie danego wykładu przez prowadzącego za nieobowiązkowy, odczytywałem jako ukłon w stronę studentów. Do momentu, aż na taki wykład poszedłem. Skoro wykład był w środku dnia, między laboratoriami, to po co siedzieć i patrzeć w sufit przez półtorej godziny - pomyślałem i udałem się w kierunku auli.  Wniosek był jeden...prowadzący dobrze wiedzą, że ich prowadzenie wykładu sprowadza się do czytania prezentacji, a ich ton głosu działa bardziej nasennie niż Hydroksyzyna.</p>
<p>Ćwiczenia z programowania wspominam dość jednoznacznie. "Projekty" tworzone podczas jednych zajęć napełniały mnie frustracją nie tylko dlatego, że nie byłem w tych tematach prymusem. Gorsze było to poczucie koszmarnej straty czasu.</p>
<p>- Bratku, napisałem aplikację na telefon - rzucił. - Pomyślałem, hmm, ciekawe, pokaż to cudo.</p>
<p>- Był projekt na studiach do zrobienia. - I już podskórnie przeczuwałem, co to może być za paździerz.</p>
<p>Wyobraź sobie aplikację na telefon. Wszystko co widzisz po uruchomieniu to Imię i nazwisko studenta, jego zdjęcie i na samym dole przycisk. Zgadnij co się dzieje po naciśnięciu przycisku...</p>
<ul>
<li>Otworzy się profil na jakimś facebooku czy innym tiktoku?</li>
<li>Pojawią się wyniki wyszukiwania w bazie osób zaginionych?</li>
</ul>
<p>Otóż nie.</p>
<p>2025 rok. Chat GPT w najnowszej wersji trzaska setki linii kodu i nie popełnia błędów - przynajmniej takich, które powodują, że projekt się nie zbuduje. Potwierdzone info. Generuje fajne grafiki w mgnieniu oka. Aż się prosi żeby tym studentom powiedzieć:</p>
<p>- Przed nami 15 godzin laboratoriów. Niech każdy z Was wymyśli apkę, z której sam chętnie by korzystał. Możecie pracować na zajęciach, w domu, w pociągu, gdzie chcecie. Do dzieła!</p>
<p>Ale nie - napisz aplikację, która po naciśnięciu przycisku, poinformuje cię, że... PRZYCISK ZOSTAŁ NACIŚNIĘTY. To brzmi jak niezła zemsta. Siedź i rób totalnie bezsensowne rzeczy. Niech ci się tą goryczą odbije.</p>
<p>A może ja nie doceniam geniuszu tych prowadzących? Wyobraź sobie odwyk dla osób uzależnionych od smartfona. Pacjenci pierwszego dnia oddają telefony. Specjalny zespół usuwa wszystko, i dodaje tę aplikację z jedną  dodatkową, drobną funkcjonalnością. Po naciśnięciu przycisku oprócz okienka z komunikatem, w tle działa licznik.</p>
<p>Telefon wraca do pacjenta. Mija kilka tygodni. Na koniec terapii, komisja weryfikuje jaką liczbę pokazuje licznik. Gwarantuję ci, że albo ktoś miałby zero na liczniku albo odruch wymiotny po wzięciu telefonu do ręki. Tak czy siak - terapia skuteczna w 100%.</p>
<p>No chyba, że to miał być tajny projekt służb specjalnych USA. Wiecie, wyobrażam sobie, że po naduszeniu tego wielkiego, czerwonego przycisku odpalającego pociski nuklearne coś takiego miałoby sens. Wielki komunikat: "Przycisk został naciśnięty" a pod nim odliczanie od 60 sekund do zera. Taki czas na ostatnią modlitwę, akt żalu doskonałego, telefon do kochanki albo kielicha. Co kto woli.</p>]]></content:encoded>
  </item>
<item>
    <title><![CDATA[O naśladowaniu Chrystusa]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/o-nasladowaniu-chrystusa/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/o-nasladowaniu-chrystusa/</guid>
    <description><![CDATA[Gdyby Tomasz à Kempis żył dziś, prawdopodobnie miałby dwie rzeczy: Konto na jakiejś cichej, mało popularnej platformie społecznościowej I aplikację “O naśladowaniu Chrystusa” na telefonie, bo nawet mistycy lubią mieć dark mode. Aplikacja,…]]></description>
    <pubDate>Mon, 08 Dec 2025 23:41:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://bartololongo.pl/uploads/o-nasladowaniu-splash.png" alt="" /></p>
<p>Gdyby Tomasz à Kempis żył dziś, prawdopodobnie miałby dwie rzeczy:</p>
<ul>
<li>Konto na jakiejś cichej, mało popularnej platformie społecznościowej</li>
<li>I aplikację “O naśladowaniu Chrystusa” na telefonie, bo nawet mistycy lubią mieć dark mode.</li>
</ul>
<p>Aplikacja, o której mowa, jest jednym z tych rzadkich tworów, które próbują połączyć dwie sprzeczne siły:<br />
– odwieczną duchowość i fakt, że człowiek w 2025 roku sprawdza telefon średnio co 4 minuty, nawet jeśli właśnie czyta o wyrzeczeniu.</p>
<p>W zwykłych aplikacjach do czytania masz bibliotekę 434245 książek plus "podobne tytuły", do których nie zajrzysz, ale będą cię prześladować w rekomendacjach. Tutaj jest inaczej. - Masz <strong>jedną</strong>: “O naśladowaniu Chrystusa”. - Tak na wszelki wypadek. Żebyś nie oderwał się od zdania, które czekało na ciebie jakiś 6 stuleci.</p>
<p>W tradycji Kościoła są święci, którzy pamiętali całe fragmenty na pamięć.<br />
Aplikacja uprzejmie zakłada, że ty NIE. Dlatego ma zakładki i dodawanie cytatów do ulubionych.</p>
<p>Są ludzie, którzy czytają książki, są tacy, którzy słuchają książek. Ale są też ludzie XXI wieku, którzy chcą robić obie te rzeczy naraz, bo inaczej mają wrażenie, że się coś ich omija. A, że nie chcę przykładać ręki do rozwoju takich zaburzeń jak Fear of missing out(FOMO), dlatego zrezygnowałem z tej funkcjonalności. Za to nie porzuciłem funkcji dziennika duchowego. Możesz więc dodawać notatki do cytatów i trzymać je w uporządkowanej formie, w jednym miejscu.</p>
<h3>Fajerwerków nie ma, ale jest sens</h3>
<p>Aplikacja “O naśladowaniu Chrystusa” nie robi show.<br />
Próżno tu szukać systemu osiągnięć:</p>
<ul>
<li>Przeczytałeś 3 rozdziały – zdobywasz odznakę Pobożny Poniedziałek!</li>
<li>Ukończono księgę III – odblokowano zapomogę ‘Asceta+’!</li>
</ul>
<p>“O naśladowaniu Chrystusa” jako aplikacja to trochę taki cichy buntownik w świecie hałasu.<br />
Nie krzyczy: “Zmienimy twoje życie w 10 dni!!!”</p>
<p>Mówi raczej:</p>
<blockquote>
<p>Chodź, poczytamy. Dziś jeden fragment. Może dwa. Może wrócisz jutro. Może za tydzień. Ale kiedy wrócisz, będę czekać z prawdziwą wartością. Przynajmniej, dopóki nie rozładuje ci się telefon.</p>
</blockquote>
<p>A tak naprawdę to...jeszcze nic nie mówi, bo tworzenie aplikacji jest w toku...:D</p>]]></content:encoded>
  </item>
<item>
    <title><![CDATA[Wyciskacz czasu - koniec udawania]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/wyciskacz-czasu-koniec-udawania/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/wyciskacz-czasu-koniec-udawania/</guid>
    <description><![CDATA[Ile wyciskasz na klatę? Co...za wcześnie zapytałem? Przecież jeszcze trzy tygodnie do rozpoczęcia realizacji postanowień noworocznych. I jakiś sześć tygodni do porzucenia ich realizacji. A może nie? Może nie tym razem? Ludzkiej słabości…]]></description>
    <pubDate>Mon, 08 Dec 2025 21:44:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<p>Ile wyciskasz na klatę? Co...za wcześnie zapytałem? Przecież jeszcze trzy tygodnie do rozpoczęcia realizacji postanowień noworocznych. I jakiś sześć tygodni do porzucenia ich realizacji. A może nie? Może nie tym razem? Ludzkiej słabości przychodzę z odsieczą...z aplikacją na telefon. -Ale miałem postanowienie na adwent, żeby nie korzystać sociali - powiesz. Okej, okej. Nikt nie mówi o korzystaniu z sociali. Ale skoro o adwencie mowa...Może...wyciśnij ten adwent jak cytrynę? Moja aplikacja Ci w tym pomoże. Nie wierzysz mi? Wiesz jak jest...Minuty biegną, godziny uciekają, dni spierniczają, projekty się opóźniają, a ty dalej gonisz tego króliczka. Bo czy naprawdę chciałeś to ogarnąć? Teraz chcesz?</p>
<p>I tu wchodzi on, cały na żółto – “Wyciskacz czasu”. Nie dlatego, że nagle doda ci dwie godziny do doby. Nie zagrozi ci pojechaniem po premii. On tylko weźmie ten rozlazły, leniwy bełkot -  “jutro się tym zajmę” i przepuści go przez wyciskarkę Pomodoro. 25 minut – najpierw strumieniem, później po kropelce i nagle się okazuje, że masz zrobione to, co od trzech tygodni udawało “priorytet” i zmuszało cię do ucieczki. W instagrama, Tiktoka, YouTube'a</p>
<p>Wyciskacz patrzy na twoje projekty, zadania, podzadania i mówi:</p>
<p>– Dobra, stary, wybierz <em>jedno</em>. Nie dwanaście, nie cały rok życia, tylko jedno - na tę sesję.</p>
<p>– Ale ja mam tyle na głowie…Muszę robić kilka rzeczy na raz, żeby zdążyć</p>
<p>– To dlatego nic ci się ostatnio nie chciało, a czas przed ekranem to już liczba trzycyfrowa z siódemką z przodu? Zróbmy tak, żeby ci się chciało. Na początek zdejmij z tej głowy jedną rzecz i wsadź tutaj, pod timer.</p>
<p>I nagle dzieje się coś podejrzanego. Zamiast rozmyślać jak to kiedyś było, a teraz to nie ma, faktycznie ruszasz zadanie do przodu. Zamiast patrzeć, jak kolejne minuty prześlizgują się razem z rolkami na Insta, widzisz, jak schodzą z licznika – po coś. A na prawdziwie przykokszone tematy...po prostu Zjedz Tę żabę. Zadanie trudne, ciężkie, odkładane w nieskończoność? Od niego zacznij. Jak ogarniesz takiego potwora na początku, to nawet nie zauważysz a twój projekt się rozrośnie a backlog zmaleje.</p>
<p>Drzewa w lesie łamią się i padają pod ciężarem mokrego śniegu uszkadzając linie wysokiego napięcia.  - Nie ma prądu. A w świecie cyfrowej dżungli łamią się ludzie, padają postanowienia, motywacja, a potem zostaje gaszenie pożarów i “nie mam czasu”. Na samą myśl o jutrzejszym dniu w pracy, przychodzi zmęczenie. Tylko że tu akurat da się coś zrobić: zamiast czekać, aż los odetnie ci internet, możesz po prostu odpalić Wyciskacz czasu. Przynajmniej na te 25 minut skupić się, zanim znów zaczniesz udawać, że masz wszystko pod kontrolą.</p>]]></content:encoded>
  </item>
<item>
    <title><![CDATA[Wyciskacz czasu – za mało minut, za dużo pomysłów]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/wyciskacz-czasu--szczegoly-projektu/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/wyciskacz-czasu--szczegoly-projektu/</guid>
    <description><![CDATA[Miał to być prosty timer. Serio. Taki zwykły, z jednym przyciskiem „Start” i ewentualnie jakimś niewinnym „Reset”. Bo przecież Pomodoro to prosta metoda: 25 minut pracy, 5 minut przerwy, po czterech takich rundach dłuższa przerwa. Czego tu…]]></description>
    <pubDate>Sat, 06 Dec 2025 21:21:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<p>Miał to być prosty timer.</p>
<p>Serio. Taki zwykły, z jednym przyciskiem „Start” i ewentualnie jakimś niewinnym „Reset”. Bo przecież Pomodoro to prosta metoda: 25 minut pracy, 5 minut przerwy, po czterech takich rundach dłuższa przerwa. Czego tu nie ogarniać?</p>
<p>– Zrobię sobie apkę – pomyślałem. – Będzie ładna, minimalistyczna i w ogóle nie będę jej rozbudowywał.</p>
<p>To był pierwszy kłamca w tej historii.</p>
<p>Bo gdy tylko timer się pojawił na ekranie, mózg wykonał to, co potrafi najlepiej:</p>
<p>„A gdyby tak…? Przecież poszło tak łatwo. Dorzućmy jeszcze...”</p>
<h3>Dorzućmy zadania?</h3>
<p>No bo jak to tak, odliczać czas „na niczym”?</p>
<p>– Timer bez zadań to jak kawa bez kofeiny – niby jest, ale po co? – stwierdziłem, chyba na głos.</p>
<p>Więc dodałem zadania. Taki prosty TODO-list, żadnej filozofii.</p>
<p>Po dłuższej chwili patrzę na to i myślę:</p>
<p>– No nie. Przecież nie wrzucę wszystkiego do jednego wora.</p>
<p>I tak narodziły się <strong>obszary</strong>. Bo życie to nie tylko praca. Są jeszcze inne przyjemności... A potem się obudziłem. Miałem napisać "są też przyjemności". Dom, rodzina, stolarz upominający się o trzecią czterocyfrową transzę...</p>
<p>Obszary z kolei potrzebowały <strong>projektów</strong>, bo „Zrobić aplikację” i „Posprzątać garaż” w jednej kolumnie wyglądały jak żart, ale taki trochę... z tych bolesnych.</p>
<p>A jak już są projekty, to wiadomo – przydałyby się jeszcze <strong>zadania, podzadania</strong>, a potem przydałoby się jeszcze mieć gdzie się ukryć przed spojrzeniem żony. Fakt, obiecałem, że wyniosę te śmieci. Ale nie mówiłem, że w tym tygodniu. A tak w ogóle to powiedziałem tylko -mhm między jednym promptem a drugim...</p>
<p>I w ten sposób z prostego timera zrobiła się mała aplikacja do zarządzania życiem, która nadal udawała, że jest „lekka i minimalistyczna”.</p>
<h3>Faza „jeszcze jedno okienko, przysięgam”</h3>
<p>Tu wchodzi na scenę mój ulubiony stan: <em>prawie skończone</em>.</p>
<p>– To już tylko kosmetyka – mówiłem sobie jakieś jedenaście razy z rzędu.</p>
<p>Najpierw kosmetyką było dodanie statystyk. Bo jak to tak, pracować i nie widzieć wykresów? Przecież bez wykresu mózg nie wie, że coś zrobił.</p>
<p>Potem doszły <strong>dźwięki</strong>. Bo cisza jest dobra, ale jak timer się kończy, to jednak fajnie byłoby wiedzieć, że się skończył, a nie odrywać się od roboty żeby zerknąć czy przypadkiem już nie zaczęła się przerwa. W końcu istnieje ryzyko, że skończyłoby się na Pepperze. I cały misterny plan...no wiesz. A do tego wydany hajs.</p>
<p>No to jeszcze dźwięki skupienia. Bo można działać w ciszy, ale po co? I żeby nie było nudno, musiał być wybór: deszcz, kawiarnia, coś szumiącego. – Tak delikatnie, żeby nie wkurzało, ale jednak niech człowiek czuje, że jest profesjonalnie skupiony – tłumaczyłem sobie, szukając plików z odgłosem deszczu numer 27, bo poprzednie 26 „miały za dużo góry”.</p>
<p>Potem rozkręciło się na dobre:</p>
<p>– Skoro są statystyki, to przydałoby się, żeby zapamiętywało ukończone sesje.</p>
<p>– Skoro zapamiętuje, to fajnie byłoby wiedzieć, ile robię dziennie.</p>
<p>– Skoro wiem, ile robię dziennie, to można dorzucić tydzień.</p>
<p>– A jak jest tydzień, to wykres miesiąca już sam pcha się do projektu, żeby nie było mu przykro.</p>
<p>I tak oto „prosty timer” wciągnął mnie w klasyczny projektowy paradoks: im bardziej ma pomagać ogarniać czas, tym więcej czasu zabiera, zanim powstanie.</p>
<h3>A co, jak wszystko szlag trafi?</h3>
<p>W pewnym momencie wjechała myśl z kategorii „nocne lęki programisty”:</p>
<p>– A co, jak user (czytaj: ja) straci wszystkie dane?</p>
<p>Bo człowiek jest sprytny tylko do momentu, aż przypadkiem odinstaluje aplikację, zmieni telefon, zrobi wipe’a, albo – i to mój faworyt – sam coś popsuje w kodzie i zapisze stan nie tak, jak trzeba.</p>
<p>Tak powstała <strong>kopia zapasowa</strong>.</p>
<p>No bo skoro ludzi dzieli się na tych, którzy robią backupy i takich, którzy będą je robić, to dajmy im chociaż taką możliwość. No to daliśmy. Tyle tylko, że zaraz potem mózg się odezwał:</p>
<p>– A może by to <strong>zaszyfrować</strong>?</p>
<p>– Po co?</p>
<p>– No jak to po co, brzmi poważnie. Bo to w końcu twoje projekty. Same pomysły warte miliony. Co, nie wierzysz? Dlatego ja wymyśliłem tą aplikację.</p>
<p>Więc jest szyfrowanie. Klucze, hasła, AES, cały ten kryptograficzny balet – tylko po to, żebyś mógł spać spokojnie, wiedząc, że lista twoich zadań „umyć okna” i „zadzwonić do dentysty” jest bezpieczna jak tajny plan CIA.</p>
<h3>Najtrudniejsza część: nazwa</h3>
<p>Kod można poprawić, UI można przemalować, dźwięki podmienić.</p>
<p>Ale <strong>nazwę</strong>? Toż to już prawie tatuaż.</p>
<p>Była więc faza „YourTimePro” – trochę jak nazwa aplikacji, która już istnieje, ale jeszcze o tym nie wiesz. Brzmiało poprawnie, ale jakoś tak… korporacyjnie. Zbyt grzecznie jak na apkę, w której człowiek realnie próbuje wycisnąć z dnia coś więcej niż wczorajszą kolację.</p>
<p>Przyszedł więc moment, w którym trzeba było nazwać rzeczy po imieniu.</p>
<p>I tak narodził się <strong>„Wyciskacz czasu”</strong>.</p>
<p>Bo właśnie to ta aplikacja robi: bierze ten rozlazły, lejący się, rozproszony czas i przepuszcza go przez wyciskarkę Pomodoro, zadań i projektów. Co zostaje na sitku, to twoje „zrobione”. Twoje sukcesy.</p>
<p>Czy to nazwa trochę agresywna? -Tak. Ale nie gryzie.</p>
<p>Czy pasuje do momentów, kiedy próbujesz skończyć projekt, a życie rzuca ci kłody, prąd znika, internet się buntuje, a ty masz tylko 25 minut na skupienie? -Też tak.</p>
<h3>Po co to wszystko?</h3>
<p>Czy „Wyciskacz czasu” rozwiąże wszystkie twoje problemy z produktywnością?</p>
<p>Nie.</p>
<p>Nie wyłączy za ciebie wifi, nie przeszkoli za ciebie stażysty.</p>
<p>Ale sprawi, że zaczniesz kończyć zadania. Widzieć efekt, widzieć postęp, a może nawet szybciej zasypiać. Bez  natłoku myśli i wyrzutów sumienia, że jutro w robocie to już naprawdę musisz to ruszyć, bo jak nie, to ciebie w końcu ruszą.</p>
<p>W praktyce wygląda to tak:</p>
<p>– Odpalasz aplikację.</p>
<p>– Wybierasz zadanie z listy, przydzielasz do sesji.</p>
<p>– Naciskasz „Start”.</p>
<p>– I przez te 25 minut „kiedyś” zamienia się na „właśnie teraz”.</p>
<p>A ja, zamiast zrobić prosty timer w weekend, skończyłem z aplikacją, która ma obszary, projekty, podzadania, statystyki, macierze, backupy, dźwięki, a nawet opcję jedzenia żaby. Tzn, jeszcze nie skończyłem...:D</p>]]></content:encoded>
  </item>
<item>
    <title><![CDATA[Śnieg zbity przez nijakość]]></title>
    <link>https://bartololongo.pl/blog/dzialeczka/</link>
    <guid isPermaLink="true">https://bartololongo.pl/blog/dzialeczka/</guid>
    <description><![CDATA[Dlaczego Sarna nie idzie? - Bo się boi. W końcu spadł pierwszy śnieg, a temperatura była bliska zeru. Śnieg był zbity...i sarna też się bała, że będzie zbita. Nie no, one się nie boją. Przecież nie wychodziłyby prosto pod koła pędzących…]]></description>
    <pubDate>Fri, 05 Dec 2025 22:46:00 GMT</pubDate>
    <content:encoded><![CDATA[<p>Dlaczego Sarna nie idzie?</p>
<p>- Bo się boi. W końcu spadł pierwszy śnieg, a temperatura była bliska zeru. Śnieg był zbity...i sarna też się bała, że będzie zbita. Nie no, one się nie boją. Przecież nie wychodziłyby prosto pod koła pędzących samochodów. Ale one są spanikowane, ogłuszone... światłem powiesz. -Aalbo oślepione hałasem. A poza tym to tylko sarny, nie są pewnie za specjalnie inteligentne. Sęk w tym, że pewnie milion razy widziały jak ich małe giną pod kołami. I słyszały jak inteligent, profesor uniwersytetu siarczyście rzuca kur.ami zaraz po wyjściu z rozbitego samochodu, który dzień wcześniej odebrał z salonu... Ewolucyjnie mogłyby się ogarnąć...</p>
<p>Skoro więc sarny się mimo wszystko nie boją, tym bardziej nie robi na nich wrażenia zbity śnieg. Co innego na drzewach! Przy całej ich zaradności i umiejętności pracy zespołowej. Swoją drogą, niejeden korpo Team leader mógłby pozazdrościć takiego zespołu. Jak nie wiesz o czym mówię, polecam książkę "Sekretne życie drzew". Zatem łamią się chłopaki - pomimo swoich zalet - i przewracają. A wszystko przez to, że śnieg nie wiedział czy Zbyszek i Zbigniew to te same imię - i drzewa połamał zanim słońce go oświeciło...</p>
<p>Drzewa się łamią, się przewracają, uszkadzają linie wysokiego napięcia i cyk - nie ma prądu. A wszystko przez to, że było nie za ciepło, nie za zimno, śnieg był zbity. A właściciele Thermomixów bliscy śmierci głodowej...</p>]]></content:encoded>
  </item>
</channel>
</rss>